czwartek, 13 listopada 2008

Mebratu to znaczy swiatlo. Takie imie dostał, bo rozjasnil swiat rodziców swoimi narodzinami. Mebratu lubi rano wspiąc sie na szczyt wzgorza, na którym lezy jego wioska. Może sie wtedy przyglądac otaczającym ją kamiennym murom, które bronia dostępu intruzom i zblakanemu bydlu. To nie jest jedyny powod. Z wierzchołka może obserwować przychodzącą kazdego ranka nad rzekę Omo Ababę. Jej imię znaczy kwiat. Mebratu chciałby poślubić Ababę, ale wie, ze to niemozliwe. Jest corka szefa wioski , a on tylko zwyklym czlonkiem klanu. Taki mezalians jest niedopuszczalny.
W społeczności plemienia Konso wszystko ma swoje miejsce. Centralnym punktem wsi jest plac. Na nim znajduje sie pogala mugala, czyli symbol szefa. Przywodca klanu to wielka szycha, potomek najstarszych rodzin Konso. Obecny szef jest już dziewiątym z jednego rodu. Wcześniej rządził jego ojciec, a przed nim jego dziadek, pradziadek i tak dalej. Nosi bransoletę, ktora wskazuje, że jest tu najważniejszy. Mieszka samotnie, na skaraju wioski. Rzadko uczestniczy w jej zyciu, bo musi miec spokoj w kontaktach z animistycznym bogiem Moha. Do pomocy ma rade plemienia, ktora niepokoi go tylko w najwazniejszych przypadkach.
Ludzie szanują szefa, bo rozwiązuje spory pokojowo. Taka juz natura tego plemienia. Od pokoleń zajmują się rolnictwem i handlem z sąsiednim ludem Borena. Nie przywykli do walk.
Teraz ludzie w wiosce maja zmartwienie. Wódz jest juz stary i nie ma syna, który go zastąpi. Nie wiedzą kto bedzie nowym szefem.
Mebratu marzy, zeby byc przywodca. Moglby wtedy ozenic sie z Abeba. Wie jednak, ze to niemozliwe. Siedząc na szczycie wzgorza, na ktorym jest polozona jego wioska mysli o jutrzejszym dniu, kiedy stanie sie mezczyzna. Kazdy dorastajacy chlopiec opuszcza swoja chate i spedza noce w miejscu zwanym mora. Jest to pokryty strzecha dwupietrowy dom stojacy w centrum wioski na placu ceremonialnym. Tutaj tez młodzieńcy uczą się od doświadczonych seniorów rodu. Od jutra to bedzie jego sypialnia, az do czasu, kiedy sie ozeni, ale nawet wtedy bedzie musial spedzac tu przynajmniej czesc nocy. Mebrete jest podekscytowany. Czuje sie dorosły i dumny. Z drugiej strony trochę się boi, bo juz nie bedzie mogl przytulic sie do mamy, kiedy przyśni mu się jakiś koszmar.
Ababa odeszla od studni. Pora wracać do domu. Żeby wejśc do swojej chatki Mebratu musi przeczolgać się na kolanach dlugim, drewnianym tunelem. Każdy dom ma taki po to, by w razie napadu, wróg miał ograniczona możliwość ucieczki.
Mama Mebratu jest smutna. Właśnie dowiedziala się, ze szefa posadzono na ulubionym krześle, bo śpi i jest chory. Oznacza to, ze umarl. Zgodnie z tradycja bedzie tak siedzial przez dziewięc lat. Dopiero po upływie tego czasu odbędzie sie jego pogrzeb. Wtedy na placu ceremonialnym obok innych wag postawi sie kolejną, specjalnie dla wodza. Wagi to rzeźby z drewna. Wznosi się je po śmierci wojownikom zasluzonym dla spoleczności Konso. Na środku wyrzeźbiona jest podobizna bohatera. Można go poznac po tym, że ma na głowie khalashe. Postacie z naszyjnikami na piersi to jego zony. Na samym dole rzeźby są jeszcze malutkie figurki ludzi albo zwierząt. To wrogowie, ktorych pokonal wojownik. Oczy wszystkich figur sa zrobione z muszli, albo kawałkow strusich jaj, zęby zaś z kosci kóz. Właśnie taki pomnik postawią wodzowi za dziewięc lat.
Mebrete jest bardzo, bardzo smutny. Nie wie, kto zostanie nowym szefem, ale jego żona na pewno bedzie Ababa. Dla niego zaś starszyzna wybierze kobiete, która moze być całkiem obca. Bedzie na nia skazany do smierci.
Tak moglo wyglądać zycie Syuma gdyby nie wyjechal do Addis. Wszyscy krewni zlożyli sie na bilet. Teraz musi sie im zrewanzować. Nie wie, czy gdyby zostal, zyloby mu sie lepiej. Zdobył szacunek i uznanie w wiosce, ale mieszka z dala od domu w wielkim, brudnym molochu, jakim jest Addis Abeba.

Brak komentarzy: