wtorek, 18 listopada 2008

Po kilku godzinach spędzonych w samochodzie ludzie zazwyczaj nie wytrzymują i dają się porwać w szpony Morfeusza. Głowa zaczyna im ciążyć coraz bardziej, aż w końcu opada calkowicie i zwisa tak dopóki samochód gwałtwonie nie przyhamuje. Co przezorniejsi zajmują miejsca przy oknie, bo przy szybie, z podłożonym pod glowę polarem, swetrem lub innym kawałkiem materiału, mozna całkiem nieźle "wypocząć". Niektórzy jazdę samochodem traktują, jak bujanie się w kolysce. Im wieksze wertepy, tym lepszy sen. Jednak do naszej terenowy, Morfeusz nie chce zawitać. Wydaje mi się, że omija nas szerokim łukiem, a ja mu się wcale nie dziwię, bo Syum trąbi klaksonem z częstotliwością dziesięć razy na minutę i nie pomagają nasze błagania i groźby, ze wyskoczymy z pędzącego samochodu. "Róbta co chceta, ja jadę dalej". Czasem są odcinki trasy, gdzie nie widać żywego ducha. Wtedy nasz kierowca odkręca w magnetofonie glośność na "fula" i aplikuje nam zastrzyk świeckiej muzyki etiopskiej.
Kiedy pierwszy raz usłyszałam piosenkę, ktoregoś z etiopskich artystów, pomyślałam , ze to jakieś egipskie "habibi'. Przeciez w Etiopii tez mogą słuchać arabskiej muzyki. Jednak podobne brzmienia zaczęłam spotykać prawie wszędzie. "Jak to? To oni nie maja swoich piosenkarzy, tylko musza słuchać Arabów?" - zastanawiałam się. Kiedy wreszcie zaroweczka w mojej głowie zajarzyła, dotarło do mnie, ze to zadne "habibi" tylko rdzenne wschodnioafrykańskie brzmienia. No ale mogłam się pomylić, bo sa w tej muzyce naleciałości arabskie. Nawet czasem da się usłyszeć trochę akcentów irlandzkich, a wszystko to okraszone jest niepowtarzalnym, afrykańskim, czarnym rytmem. Na początku ta mieszanka była dla mnie nie do "przetrawienia", potem zaczęła mi się nawet podobać, a kiedy wreszcie się w niej zakochałam, Syum zaaplikował nam taką dawkę, ze na nowo przestalam lubic te etiopskie dźwięki.
Niestety teraz jesteśmy na nie skazani. Mam wrazenie, ze stado słoni galopuje przez moją głowę do wodopoju. Łubub, łubub, łubub. Rany! Czy mozna umrzeć z przedawkowania muzyki?
Wreszcie dojezdzamy do stacji benzynowej. Trzeba "doladować" bak, bo to moze byc ostatnie miejsce, gdzie jest paliwo. Syum wysiada z samochodu, a my rzucamy się na magnetofon, zeby wreszcie wyłączyć te ryki. Ups, coś wyskoczyło! Popsułyśmy sprzęt! Super! Nareszcie cisza...
Po wlaniu benzynki w naszą mega szybka terenówę i zalatwieniu kilku innych, ważnych spraw w toalecie mozemy ruszać dalej. W ciszy...
Po paru kilometrach nasz kierowca orientujac sie, ze cos tu nie gra, a konkretnie magnetofon, pyta nas, czy muzyka nam sie nie podobala.
"Alez skad, tylko cos sie popsulo i przestalo grac." - klamiemy bezczelnie.
"Eee, nie ma sie czym przejmowac. Zaraz to naprawie." - z szerokim usmiechem, przystrojonym zoltymi zebami, mowi Syum, po czym wciska na sile klapke, ktora wypadla i wyciaga kasete. Czyzby on mial dosc? Alez skad, to tylko zmiana repertuaru. Tym razem zagra dla nas Bob Marley. Szkoda tylko, ze tak glosno.
Po kolejnej godzinie morderczej jazdy w oparach bardzo glosnej muzyki, droge zagradzaja nam truskawki, a scislej mowiac, dziewczynka z truskawkami. Nie wiedzialam, ze w Afryce tez mozna znalezc ten przysmak. Tylko, ze tutaj to nie jest zaden rarytas, ale pozbawione smaku, soczyste, czerwone, truskawkopodobne cos. Tak to juz bywa z owocami sztucznie wyhodowanymi. Moze i sa ladne, ale wartosci nie maja zadnej. Mimo to, stesknieni polskich smakow, rzucamy sie na nie, jak hieny na padline. Nie tylko my, bo raptem na maske naszej terenowy wsakuje pawian, ktory wyraznie domaga sie poczestunku. Podczas, gdy przerazeni zamykamy szczelnie okna, Syum podaje mu przez uchylona szybe truskawki. A to malpa z tego pawiana! Zaraz nam zezre caly zapas!

http://www.youtube.com/watch?v=VuWFLNa3H3A


Brak komentarzy: