Syum pochodzi z plemienia Konso. Ma dwadzieścia jeden lat. Jest wysoki i gruby. To znaczy gruby, jak na warunki afrykańskie. W Europie bylby przy kości, a w Stanach Zjednoczonych uznaliby, ze ma nienaganną sylwetkę. Tutaj jednak wyrożnia się spośród innych. Ma szczęście, jest kucharzem i nigdy nie chodzi glodny. To przywilej w tym kraju. A pojeśc sobie lubi. Świadczą o tym jego male, żólte, psujące sie ząbki. Skrywa za nimi nieśmiały usmiech. Bo Syum jest bardzo nieśmiały. Ilekroc sie go o cos zapytam, rumieni się jak dwunastoletnia dziewczynka. No więc mało pytam, zeby nie stresowac dodatkowo chłopaka, który musi byc skupiony na jezdni i poruszających się po niej "świętych krowach" w postaci ludzi, kóz i innych krów.
Jedziemy z przodu z Renatą. Ramię w ramię z kierowcą, który spycha nas w kierunku drzwi. Przeszkadzamy mu, bo siedząc we dwie na jednoosbowym siedzeniu blokujemy calkowicie skrzynię biegów, która bądź co bądź, jest ważnym elementem wyposazenia samochodu. Cala nasza uwaga skupiona jest na nie zastawianiu skrzyni biegów. Nie patrzymy wiec na to co sie dzieje na drodze. Może to i lepiej, bo slalom miedzy "przeszkodami" jest tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Po dwóch godzinach takiej jazdy Renia nie wytrzymuje i postanawia dowiedzieć sie troche o czlowieku, w którego rękach spoczywa nasze życie. Cięzkie jest to zadanie, bo nasz kierowca do rozmownych nie należy. Przez 3 godziny jazdy udaje sie nam dowiedzieć, ze pochodzi z plemienia Konso, zamieszkującego południową Etiopię. Dawno już nie mieszka w wiosce rodzinnej. Przeniósł sie teraz do stolicy i mieszka w jakiejś wynajmowanej kanciapie w slumsach. Cała Addis to jeden wielki slums. Sposród skleconych z blachy, prowizorycznych "domów" wylaniają sie gdzieniegdzie budynki rządowe, hotele i rezydencje bogaczy. Kto bogatszy przenosi sie z baraków do blokow, które tylko pozornie wyglądaja nieco lepiej. Ulice Addis sa pełne graciastych aut, które nie poddają sie przepisom ruchu drogowego. Obowiązuje zasada kto silniejszy i głośniejszy, ten ma pierwszeństwo. Klaksony słychać wszędzie.
Mieszkanie w takim miejscu nie nalezy do przyjemności, ale mlodzi tlumnie przyjeżdzają ze swoich małych wiosek w nadziei na znalezienie pracy. Komu sie to uda, staje się glownym zywicielem rodziny mieszkajacej na prowincji. Jest wielka szycha w swojeje wiosce. Kto nie ma tyle szczescia, ten zostaje skazany na zebracze zycie. Do wioski juz nie wroci, bo to dla niego ujma.
Syum jest szczesciarzem, bo kierowca w Etiopii, to świetna fucha. Zawsze ma klientów i moze jeździc po kraju za darmo. Samochod nie jest jego wlasnościa, ale mozliwosc jego uzywania to już wiele. Woli jeździc na południe, bo tam zawsze spotyka znajomych, którzy informują go co slychać u bliskich. Teraz jest przeszczęśliwy, bo w drodze powrotnej zatrzymamy się w jego wiosce.
Jedziemy z przodu z Renatą. Ramię w ramię z kierowcą, który spycha nas w kierunku drzwi. Przeszkadzamy mu, bo siedząc we dwie na jednoosbowym siedzeniu blokujemy calkowicie skrzynię biegów, która bądź co bądź, jest ważnym elementem wyposazenia samochodu. Cala nasza uwaga skupiona jest na nie zastawianiu skrzyni biegów. Nie patrzymy wiec na to co sie dzieje na drodze. Może to i lepiej, bo slalom miedzy "przeszkodami" jest tylko dla ludzi o mocnych nerwach.
Po dwóch godzinach takiej jazdy Renia nie wytrzymuje i postanawia dowiedzieć sie troche o czlowieku, w którego rękach spoczywa nasze życie. Cięzkie jest to zadanie, bo nasz kierowca do rozmownych nie należy. Przez 3 godziny jazdy udaje sie nam dowiedzieć, ze pochodzi z plemienia Konso, zamieszkującego południową Etiopię. Dawno już nie mieszka w wiosce rodzinnej. Przeniósł sie teraz do stolicy i mieszka w jakiejś wynajmowanej kanciapie w slumsach. Cała Addis to jeden wielki slums. Sposród skleconych z blachy, prowizorycznych "domów" wylaniają sie gdzieniegdzie budynki rządowe, hotele i rezydencje bogaczy. Kto bogatszy przenosi sie z baraków do blokow, które tylko pozornie wyglądaja nieco lepiej. Ulice Addis sa pełne graciastych aut, które nie poddają sie przepisom ruchu drogowego. Obowiązuje zasada kto silniejszy i głośniejszy, ten ma pierwszeństwo. Klaksony słychać wszędzie.
Mieszkanie w takim miejscu nie nalezy do przyjemności, ale mlodzi tlumnie przyjeżdzają ze swoich małych wiosek w nadziei na znalezienie pracy. Komu sie to uda, staje się glownym zywicielem rodziny mieszkajacej na prowincji. Jest wielka szycha w swojeje wiosce. Kto nie ma tyle szczescia, ten zostaje skazany na zebracze zycie. Do wioski juz nie wroci, bo to dla niego ujma.
Syum jest szczesciarzem, bo kierowca w Etiopii, to świetna fucha. Zawsze ma klientów i moze jeździc po kraju za darmo. Samochod nie jest jego wlasnościa, ale mozliwosc jego uzywania to już wiele. Woli jeździc na południe, bo tam zawsze spotyka znajomych, którzy informują go co slychać u bliskich. Teraz jest przeszczęśliwy, bo w drodze powrotnej zatrzymamy się w jego wiosce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz