poniedziałek, 29 grudnia 2008


Trzeba sie szybko rozlokować, bo w restauracji czeka na nas przepyszna kolacja. W karcie mnustwo europejskich smakołyków. Do wyboru rozne odmiany kurczaka, ryb i nawet dania wegetarianskie. Są tez zupki, a na deser do wyboru ciasto, albo owoce. Nasz kierowco-kucharz ma dzisiaj wolne.
- Co by tu wybrać kurczaka, a moze rybę? - zastanawiam sie glosno.
- Poproszę kurczaka i zupę warzywną. Do tego sałatkę i na deser ciasto czekoladowe.
- Zaraz zapytam czy jest. - odpowiada drobna, wystraszona kelnerka.
Po dluższym czasie z kuchni wychodzi gruba kobieta i kierując sie do naszego stolika oznajmia, że dzis w menu jest fish coutlet, zupa cebulowa, a salatka juz sie skonczyła. Na deser mozemy za to zjesć owoce z puszki, albo mango. Tylko, że mango własciwie juz nie ma. Zostala tylko porcja dla jednej osoby.
- To ja je wezmę! - wykrzykuje uradowany Rysio.
Skonczyły sie marzenia o krolewskiej uczcie. To jest Afryka.
Zamawiamy kotlety rybne. Dla wszystkich nie starcza, wiec wypada poł porcji na łebka. Nie wiem jakim cudem Rysio dostal cała. Chyba ma jakies chody u kucharza. No nic trzeba szybko zjesc, zapomniec o glodzie i isc spac.
- Chyba przesadzilem z kolacją. Moglem sobie to mango darować. - oznajma objedzony jak dzika świnia Rysio, który po takim posilku ledwo miesci sie w drzwiach swojego domku. Dobrze, ze juz poszedl, bo upieklibysmy go na ruszcie i schrupali jak kurczaka.

Brak komentarzy: