Dobrze, że Big Mama właśnie niesie nam jedzonko, bo nie mogę znieść smaku czatu w ustach. Ślnika mi cieknie na myśl, że za chwilę zjem pyszne kluchy.
Jednak micha, którą postawiła przede mną wcale nie przypomina talerza wyśmienitego spaghetti. To zwykły, rozgotowany makaron polany chyba... keczupem. Z zazdrością zerkam na Syuma, który jako jedyny zamówił injerę, czyli tradycyjne etiopskie danie i teraz zajada się nią patrząc z pogardą na nasze niby-włoskie niby-specjały. A co tam. Człowek nie świnia i zeżre wszystko - myślę sobie i łapię za widelec. Jest zjadliwe. Nie narzekam, bo sama czasem gorsze rzeczy gotowałam. Coca-cola za to jest wyśmienita. Chłodiutka, orzeźwiająca, daje kopa w tym upale. Nie ma nic lepszego niż napicie się jej w taki skwar. No może oprócz napicia się schłodzonego piwa.
W Etiopii żywność się nie marnuje. Zauważyłam, że zatrzymujący się w przydrożnych restauracyjkach kierowcy, jeśli nie zjedzą wszystkiego co zamówili, dzielą się z dziećmi, których zawsze jest pełno w okolicy. Nie ma w tym nic obraźliwego. Nikomu nie przeszkadza, że dojada po kimś. Liczy się pełny brzuch, co nie zdarza się tutaj często.
Nam też w jedzeniu towarzyszą miejscowe dzieciaki. Oddajemy im połowę naszych porcji. Wszyscy są najedzeni, a talerze puste.
Jednak micha, którą postawiła przede mną wcale nie przypomina talerza wyśmienitego spaghetti. To zwykły, rozgotowany makaron polany chyba... keczupem. Z zazdrością zerkam na Syuma, który jako jedyny zamówił injerę, czyli tradycyjne etiopskie danie i teraz zajada się nią patrząc z pogardą na nasze niby-włoskie niby-specjały. A co tam. Człowek nie świnia i zeżre wszystko - myślę sobie i łapię za widelec. Jest zjadliwe. Nie narzekam, bo sama czasem gorsze rzeczy gotowałam. Coca-cola za to jest wyśmienita. Chłodiutka, orzeźwiająca, daje kopa w tym upale. Nie ma nic lepszego niż napicie się jej w taki skwar. No może oprócz napicia się schłodzonego piwa.
W Etiopii żywność się nie marnuje. Zauważyłam, że zatrzymujący się w przydrożnych restauracyjkach kierowcy, jeśli nie zjedzą wszystkiego co zamówili, dzielą się z dziećmi, których zawsze jest pełno w okolicy. Nie ma w tym nic obraźliwego. Nikomu nie przeszkadza, że dojada po kimś. Liczy się pełny brzuch, co nie zdarza się tutaj często.
Nam też w jedzeniu towarzyszą miejscowe dzieciaki. Oddajemy im połowę naszych porcji. Wszyscy są najedzeni, a talerze puste.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz