Zaskakuje mnie przyjacielskość, jaką okazują nam mieszkańcy tego miasteczka. Przy sąsiedniej stoliko-ławce siedzi grupa ludzi żujących dziwną zieleninę. Jedna z jedzących ten krowi przysmak dziewczyn podchodzi do Renaty i całuje ją w policzek, po czym obejrzawszy ze wszystkich stron jej białą rękę odchodzi do swoich ubawionych tym zachowaniem towarzyszy. Oczy miłośniczki białych rąk są przekrwione. Wydaje się, że kobieta nie za bardzo zdaje sobie sprawę z tego, co robi. Za chwilę jej kolega przysiada się do nas proponując skosztowanie zielska.
Wegetarianie? Nigdzie w Afryce nie spotkałam tubylca żywiącego się wyłącznie roślinami. Owoce, warzywa? To nie jedzenie. To tylko dodatek. Mięso to jest pokarm. Jest dostępne tylko od święta. Dlaczego więc nasi sąsiedzi przy stoliku obok rzują zielsko tak bardzo się przy tym ekscytując? I czemu jeden z nich nas nim częstuje? Może myśli, że w Europie nie ma trawy? A może cieszy się z pory deszczowej i tego, że wszystko wokół rozkwita i się zieleni?
-Chcecie skosztować czatu? - głos Syuma wybija mnie z rozmyślań na temat wegetarianizmu w Afryce.
-Co to jest czat? - pytam zdziwiona.
- To te liście - wskazuje głową na trzymane przez naszego nowego kolegę chabuzie. - Dobrze robią.
- A po co się je je? - pytam coraz bardziej zaintrygowana.
-Nie je, tylko żuje. Dobrze robią. Na żywotność i w ogóle. Tylko nie bierzcie za dużo, bo potem nie uśniecie w nocy. - odpowiada kierowca.
- Syum, próbowałeś tego kiedyś?
- Czasem żuję, kiedy jestem zmęczony.
Spoglądam raz na trzymane przez gościnnego Etiopczyka gałęzie, to znów na grupkę siedzącą przy stoliku obok. Wszyscy są dziwnie podekscytowani. Wygladają jakby nie do końca zdawali sobie sprawę z tego co się wokół dzieje. Piwo w połączeniu z czatem zrobiło swoje. Nie dziwię się już jeździe kierowców w tym kraju. Nażre sie taki zielska i potem usiedzieć za kierownicą nie może, bo w nim wszystko kipi.
Wegetarianie? Nigdzie w Afryce nie spotkałam tubylca żywiącego się wyłącznie roślinami. Owoce, warzywa? To nie jedzenie. To tylko dodatek. Mięso to jest pokarm. Jest dostępne tylko od święta. Dlaczego więc nasi sąsiedzi przy stoliku obok rzują zielsko tak bardzo się przy tym ekscytując? I czemu jeden z nich nas nim częstuje? Może myśli, że w Europie nie ma trawy? A może cieszy się z pory deszczowej i tego, że wszystko wokół rozkwita i się zieleni?
-Chcecie skosztować czatu? - głos Syuma wybija mnie z rozmyślań na temat wegetarianizmu w Afryce.
-Co to jest czat? - pytam zdziwiona.
- To te liście - wskazuje głową na trzymane przez naszego nowego kolegę chabuzie. - Dobrze robią.
- A po co się je je? - pytam coraz bardziej zaintrygowana.
-Nie je, tylko żuje. Dobrze robią. Na żywotność i w ogóle. Tylko nie bierzcie za dużo, bo potem nie uśniecie w nocy. - odpowiada kierowca.
- Syum, próbowałeś tego kiedyś?
- Czasem żuję, kiedy jestem zmęczony.
Spoglądam raz na trzymane przez gościnnego Etiopczyka gałęzie, to znów na grupkę siedzącą przy stoliku obok. Wszyscy są dziwnie podekscytowani. Wygladają jakby nie do końca zdawali sobie sprawę z tego co się wokół dzieje. Piwo w połączeniu z czatem zrobiło swoje. Nie dziwię się już jeździe kierowców w tym kraju. Nażre sie taki zielska i potem usiedzieć za kierownicą nie może, bo w nim wszystko kipi.
Z grzeczności decyduję się skosztować jak smakuje afrykański dopalacz. Biorę, tylko jeden listek, żeby przypadkiem nie przedawkować. Etiopczyk, który nas poczęstował tym wątpliwym rarytasem wybucha śmiechem. Chyba wzięłam za mało. Trudno. Niech się śmieje. Nie mam zamiaru zostać czatomanką.
W smaku nie przypomina mi niczego. Nie mogę porównać tego nawet z trawą, bo po prostu jej nigdy nie jadłam. Po chwili kawałki rozdrobnionego siekaczami listka zaczynają włazić w każdy zakamarek mojej buzi. Powinnam wziąć lekcję spożywania czatu zanim zaczęłam go rzuć. Teraz mam go na co drugim zębie i nie wiem jak się go pozbyć. Rzucie czatu wcale nie jest czadowe.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz