sobota, 25 kwietnia 2009


Wróćmy jednak do mojej wędrówki poszukiwaniu ustronnego miejsca. Widząc, że nie reaguję na "jujanie", wołający mnie mężczyzna podbiega do mnie i machając rękami wykrzykuje:
- Nie możesz tam iść! Wracaj!
- Co jest? - zastanawiam się zdezorientowana. - Czy oni myślą, że Białasy nie potrzebują czasem zrobić siku? A może złamałam jakieś tutejsze tabu? Żeby tylko z tego nie było jakiejś afery...
- Ferendżi zis łej. - chwyta mnie za ramię i wskazuje kierunek w którym mam pójść.
- Ale ja chcę do toalety. Toilet. Rozumiesz mnie? - głośno i wyraźnie powtarzam ściagającemu mnie Etiopczykowi.
- Ju not goł der. Ju goł der. - nie daje za wygraną nowy znajomy.
- Ale ja chcę goł der. Siku siku. Anderstend? Toliet, tiolet. Fast fast. Coca-cola.
- Yes. Fast fast. Ju goł der. Toliet.
Chyba nie mam wyjścia i muszę pójść za moim prześladowcą. Po krótkiej wędrówce zosatję doprowadzona do blaszanej wygódki przeznaczonej, o zgrozo, tylko dla ludzi o białym kolorze skóry! Standard jej jest lepszy niż, tej do której pierwotnie się wybierałam. Zamiast dziury jest porcelanowa muszla klozetowa. Co prawda trochę wybrakowana, ale co porcelana to porcelana. Do tego blaszane drzwi z zamknięciem w postaci malutkiej kłódeczki przymocowanej od zewnątrz, którą mocniejszym szarpnięciem z powodzeniem można otworzyć. Standardy europejskie w afrykańskim wydaniu.
- Ferendżi only. - mówi Etiopczyk, wyraźnie zadowolony, że spelnił misję nie dopuszczenia Białaski do kontaktu z miejscowymi.
Ja za to zadwolona nie jestem. Zastanawiam się, czy jest jakiś kraj na świecie gdzie nie ma podziałów ze względu na kolor skóry. Wkurza mnie fakt, że nawet tu dotarli ludzie, którzy chcąc pokazać swoją wyższość nauczyli tutejszych, że czarne jest czarne a białe jest białe i pod żadnym pozorem nie można tego łączyć. Zła jestem też na mieszkańców, że swoim zachowaniem pokazują, że akceptują narzucone im reguły postępowania. Ja jednak akceptować tego nie zamierzam. Następnym razem idę tam, gdzie miejscowi.

Brak komentarzy: