Gnamy przed siebie jak szaleni wymijając po drodze rozbawione dzieciaki. Nasz kierowco-kucharz ucieka przed deszczem. Gdyby silnie popadało bylibyśmy uziemieni. Dosłownie.
Pora deszczowa w Etiopii trwa od czerwca do września. Wszytkie przewodniki odradzają w tym czasie wyprawy w tamte rejony, bo przy takich warunkach i drogach wiele terenów jest nieprzejezdnych. Wystarczy, że popada godzinę i z powodzeniem można utknąć w błocie. Jeśli szybko pojawi się słońce to pół biedy, bo znaczy to, że za kilka godzin ziemia na tyle obeschnie, że stanie się przejezdna. Gorzej, jeśli pada cały dzień. Można utknąć na amen.
Ludzie żyją tu tak jak im karze natura. Podczas obfitych opadów siedzą w domach i czekają na słońce. Deszcz nie zawsze jest mile widziany. Po wielu miesiącach suszy jest bardzo potrzebny, ale czasami staje się natrętem, który nie chce odejść powodując podtopienia, niekiedy nawet ogromne powodzie. Rujnuje uprawy i uniemożliwia dojazd do wielu miejsc. W Afryce nigdy nie ma niczego wystarczająco. Albo jest czegoś za dużo, albo za mało.
W naszym autku jest zdecydowanie za dużo kilometrów na prędkościomierzu i za mało ostrożności. Syum jest jednak nieprzejednany. Mimo próśb nie chce zdjąć nogi z gazu, bo bardzo boi się deszczu. Nie mamy wyjścia i musimy mu zaufać. On jeden spośród nas wie co to znaczy utknąć na kilka dni na pustkowiu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz