Trzęsiemy się w naszym spasionym autku jak worki kartofli. Wydaje mi się, że mam deja vu. Za oknami podobny krajobraz do wczorajszego. Ludzie i zwierzęta tarasują drogi, Syum trąbi i na dokładkę w tle leci etiopska muzyczka. A właściwie wszystko inne jest tłem dla wdzierającego się w nasze umysły śpiewu Aster Aweke, nazywanej czasem etiopską Arethą Franlkin. Dlaczego? Duch to Święty raczy wiedzieć. Trzeba przyznać, że jej muzyka jest nieco mniej krzykliwa od pozostałych oferowanych na rynku etiopskim, co nie zmienia faktu, że po dwóch godzinach słuchania powoduje otumanienie i dzwoneczki w uszach.
"Yene konjo, yene konjo" dobiega z głośników. Konjo (czytaj kondzio) to znaczy piękny. Etiopiczycy często się tak do nas zwracają. Do nas czyli kobiet, które stanowią większość w naszej polskiej ekipie. Zupełnie nie rozumiem dlaczego prawią nam takie komplementy? Po pierwsze ich kobiety czyli Etiopki to na prawdę piękne istoty. Zgrabne, wysokie, z "przypalaną" cerą w kakaowym kolorze, mogą śmiało konkurować z Wenwzuelkami o tytuł Miss Świata. Wprawdzie Andrzej Rosiewicz już kiedyś śpiewał, że "najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny". Może i witamin mamy pod dostatkiem, ale gracji mogłybyśmy się uczyć od etiopskich kobiet. Zakładając, że mężczyznom w Etiopii znudzily się ich rodaczki i szukają egzotyki z Europy mogę zrozumieć ich zaloty. Nie rozumiem za to czegoś innego. Skoro tak im się podobamy, to dlaczego uchodzimy z Beatą za siostry bliźniaczki? Oprócz koloru włosów i grzywki nie łączy nas nic, a mimo to wciąż jesteśmy mylone. Po wnikiliwych obserwacjach zachowań tubylców dochodzę do wniosku, że blada twarz to blada twarz. Każda wygląda jednakowo. Tak samo jak ja nie potrafię odróżnić dwóch klaczy maści karej, tak większość Etiopczyków nie jest w stanie odróżnić dwóch Polek maści białej. A ich komplementy są oznaką wrodzonej kokieterii.
"Yene konjo, yene konjo" dobiega z głośników. Konjo (czytaj kondzio) to znaczy piękny. Etiopiczycy często się tak do nas zwracają. Do nas czyli kobiet, które stanowią większość w naszej polskiej ekipie. Zupełnie nie rozumiem dlaczego prawią nam takie komplementy? Po pierwsze ich kobiety czyli Etiopki to na prawdę piękne istoty. Zgrabne, wysokie, z "przypalaną" cerą w kakaowym kolorze, mogą śmiało konkurować z Wenwzuelkami o tytuł Miss Świata. Wprawdzie Andrzej Rosiewicz już kiedyś śpiewał, że "najwięcej witaminy mają polskie dziewczyny". Może i witamin mamy pod dostatkiem, ale gracji mogłybyśmy się uczyć od etiopskich kobiet. Zakładając, że mężczyznom w Etiopii znudzily się ich rodaczki i szukają egzotyki z Europy mogę zrozumieć ich zaloty. Nie rozumiem za to czegoś innego. Skoro tak im się podobamy, to dlaczego uchodzimy z Beatą za siostry bliźniaczki? Oprócz koloru włosów i grzywki nie łączy nas nic, a mimo to wciąż jesteśmy mylone. Po wnikiliwych obserwacjach zachowań tubylców dochodzę do wniosku, że blada twarz to blada twarz. Każda wygląda jednakowo. Tak samo jak ja nie potrafię odróżnić dwóch klaczy maści karej, tak większość Etiopczyków nie jest w stanie odróżnić dwóch Polek maści białej. A ich komplementy są oznaką wrodzonej kokieterii.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz