poniedziałek, 25 maja 2009




Centralna część miasta, ogromna przstrzeń, zwierzęta, kolorowo ubrani, smukli i wysportowania ludzie. Czyżby przyjechał cyrk? Nie. To po prostu kolejny dzień targowy w jakimś mieście w Etiopii. Ktoś przytachał na plecach górę suchego drewna i teraz chce je sprzedać. Inny liczy, że uda mu się kupić kolorowy koc po okazyjnej cenie. Ktoś ma mąkę, ktoś inny kozy. Wymiana towarów trwa. Bo w Etiopii jeśli ktoś nie ma pieniędzy wymienia to co ma, na to co mu potrzebne.


Jest gorąco, żar leje się z nieba, a w okolicy mało drzew. Nikt przecież nie usytułuje targu w buszu. Na to potrzebna jest otwarta przestrzeń, żeby wszystko było dobrze widać. Nigist siedzi tu od rana, próbując sprzedać mąkę. Wzięła ze sobą kolorowy parasol, który daje jej trochę cienia. Trzyma go dumnie, wyprostowana niczym królowa. Z resztą to właśnie oznacza jej imię. Królowa.


Etiopczycy to prawdziwie królewski naród. Wysocy, smukli, silni. W każdym ich ruchu widać grację i dostojeństwo. Tutaj w spojrzeniu największego żebraka ubranego w najgorsze łachamany można dostrzec jego królewskie pochodzenie. Jest on przecież jednym z potomków króla Salomona.


Kto nie ma parasola przykrywa głowę kalabasami, które mogą służyć też za pojemniki na wodę, krew, mąkę i wiele innych rzeczy. Kalabasa to naczynie, które robi się ze skorupy pewnego owocu z rodziny dyniowatych rosnącego na drzewie, które ma nerkowate, okrągłe liście i białe kwiaty. Sama tykwa jest skorupą. Kiedy owoc dojrzeje jest zielona i okrągła z długą szyjką. Zrywa się ją i moczy dopóki nie stanie się miękka. Wtedy można ją przeciąć, albo ściąć czubek szyjki, wydrążyć miąższ, wysuszyć i naczynie gotowe. Czasem jest dodatkowo szlifowana i ozdabiana. Po tych zabiegach jest gotowa, by przechowywać w niej różne płyny. Tykwa to też świetny materiał do robienia instrumentów, bo nie atakują jej termity.


Tylko w Afryce kapelusz może być jednocześnie filiżanką i talerzem. Ciekawe jakie byłyby reakcje ludzi w Polsce, gdybym któregoś dnia wyszła na ulicę w głębokim talerzu na głowie?

Brak komentarzy: