poniedziałek, 11 maja 2009

Pędzimy z moimi towarzyszami podróży (którzy znienacka pojawili się koło mnie) śledząc galopujące nogi natrętnego przewodnika. Chłopaczek prawie biegnie, wcale się przy tym nie męcząc. Bikila Abebe - bosy zdobywca dwóch olimpijskich złotych medali w 1960 i 1964 roku, Haile Gebrsellasie - rekordzista świata w biegu godzinnym, dwukrotny zdobywca złotego medalu oraz jego następca Kenenisa Bekele to tylko niektórzy z etiopskich biegaczy wygrywających maratony. Są znani na całym świecie, a w kraju uważani niemal za bogów. Teraz są wielcy, ale już rośnie nowe pokolenie konkurentów gotowych ich zdetronizować. Bo cała Etiopia biega. Dzieci już od małego zmuszone są wędrować kilka, nieraz kilkanaście kilometrów do szkoły. Potem muszą wrócić z niej szybko do domu, gdzie czekają na nie inne obowiązki. Żeby przyspieszyć, po prostu biegną. Są jak małe Forresty Gumpy. Ich maraton zaczyna się kiedy nauczą się chodzić, a kończy kiedy są już starzy i niedołężni. W pewnym wieku większość chłopców marzy, żeby być jak Abebe i pobijać rekordy. Dlatego ćwiczą. Niektórym udaje się wybić ponad przeciętność, reszcie, dzięki takim treningom, pozostaje świetna kondycja i smukła sylwetka. Ciekawe czy nasz nadgorliwy przyjaciel wystartuje kiedyś w maratonie?

Brak komentarzy: