- Hej mister. Hej. Ju, mister! - rozglądam się dookoła i widzę patrzącego na mnie chłopaczka w wieku mniej więcej ośmiu lat. Pytającym wzrokiem daję mu do zrozumienia, że nie wiem za bardzo o co mu chodzi.
- Mister - powtarza młodzian nie spuszczając ze mnie wzroku. Rozglądam się ponownie i nie widzę nikogo innego, do kogo mógłby się zwracać.
- You taklin' to me? Do mnie mówisz? - pytam niczym Robert de Niro w filmie "Taksówkarz".
- Yes mister. - potwierdza mały. Dwa razy w życiu zostałam pomylona z mężczyzną. Raz w wieku sześciu lat, kiedy ubrana w dżinsową kurtkę po starszym bracie ciotecznym, ze schowanymi pod czapką włosami zostałam nazwana chłopcem przez mamę koleżanki. Drugi zaś nieco później w czasach licealnych kiedy czekając na autobus z włosami obciętymi "na chłopaka" zostałam zaczepiona przez jedną taką babuleńkę, której nie dawał spokoju fakt, że jak na chłopaka mam zbyt dziewczęce rysy twarzy. W celu zaspokojenia ciekawości staruszka owa bez ogródek z grubej rury wypaliła "A ty dziecko to jesteś chłopak, czy dziewczyna?". Niby niwinne zdanie a trauma pozostaje na długo. Od tej pory unikam fryzjerów jak ognia. No tylko, że wtedy te pomyłki były uzasadnione, bo ja na prawdę wyglądałam jak przedstawiciel płci brzydkiej. Ale teraz? Co to dziecko sobie myśli?
- Ale ja nie jestem żaden mister. - wyjaśniłam nieco poirytowana. - Mogę być co najwyżej misterką. Anderstend? Rozumiesz? Nie mister. Noł mister. Lady not mister.
- Yes mister. - odpowiada niezrażony. - You be market?
W żadnym wypadku nie czułam się targiem. Aaa... Mała żaróweczka w mojej głowie nagle zajarzyła. Chyba mu chodzi o to czy idziemy na targ.
Afrykański angielski to bardzo prosty język. Nikt tu nie zastanawia się nad konstrukcją zdań, bo też i rzadko kiedy jest możliwość doskonalenia języka. Ktoś od kogoś usłyszy parę słów w języku Szekspira, doklepie sobie do tego swoją filozofię i wymowę i już umie po angielsku. Zdarza się, że głupi ferendżi nie rozumie co Etiopczyk do niego mówi. Budzi to wśród tubylców oburzenie. "Jak to? To ten Białas nie umie mówić w ojczystym języku? Dziwni ci biali." Jedynym sposobem na zdobycie sympatii, albo przynajmniej na nie wzbudzenie pogardy u miejscowych jest przestawienie się na ich afro-angielski.
- Yes market. - odpowiadam.
- Folow my legs. - mówi nowopoznany.
- Ale po co mam śledzić twoje nogi? - pytam zdziwiona.
- Show you market. Pokarzę ty targ.
- Ale ja nie chcę, żebyś mi pokazywał targ. Sama widzę. Właśnie tam idę i na prawdę dam sobie radę.
- Yes. Folow my legs. - mój towarzysz chyba mnie nie słucha, albo nie rozumie.
- Wiesz co, najlepiej to ty folow swoje legs, ja będę śledzić moje i po prostu się rozejdziemy ok?
- Ok. Come. - szczerzy zęby i macha ręką, żebym poszła w jego kierunku.
No dobra, skoro na prawdę ma taką potrzebę, żeby mnie tam zaprowadzić to niech mu będzie. Ciekawe tylko ile birrów policzy sobie za tą przysługę?
Santorini
16 lat temu
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz