czwartek, 28 maja 2009


Na południe od Arba Minch rozpoczęła się budowa asfaltówy, dzięki której łatwo i w miarę przyjemnie można będzie dojechać do najdalej na południe wysuniętych zakątków kraju. Ułatwi to życie miejscowym, ale też turystom, którzy na dojazd do Turmi nie będą musieli już tracić całego dnia, bo dostać się tam będzie można w dwie godziny. Prace budowlane ruszyły. Powoli, bo powoli, ale coś się zaczęło dziać. Z dnia na dzień robotnicy usypują i równają coraz dłuższe odcinki szerokiej na dwa samochody plus małe pobocze jezdni. Zasypują tym samym niektóre kawałki starej drogi. Właśnie w tych miejscach kierowcy mogą wjeżdżać na nową, utwardzoną drogę. Na takich odcinkach można trochę przygazować, nie musząc cały czas wjeżdżać i zjeżdżać z wzniesień. Kiedy jednak stara droga wyłania się z oddali, na tej nowej pojawiają się kamienie zakazu wjazdu. Są zbyt duże i leżą zbyt gęsto, żeby je minąć i mimo, że na choryzoncie nie widać żadnego patrolu policji albo straży miejskiej? ryftowodolinnej? bezkresnej?, trzeba zjechać na wąską dróżkę i już. Jedynymi pojazdami uprzywilejowanymi, które mają prawo poruszania się po szerokiej "prawieautostradzie" są ludzie, ich tobołki i kozy. To właśnie ci wędrowcy gdy tylko zobaczą nasz samochód zaczynają nam machać. Ludzie, nie kozy i tobołki rzecz jasna. Ot zwyczajne pozdrowienie. Mieszkańcy małych miejscowości nie rozumieją dlaczego jeśli, ktoś się nie zna, to nie musi się do siebie odzywać. Kto powiedział, że z obcym nie można się przywitać? A może w samochodzie siedzi ktoś z rodziny, albo ktoś kto zna kogoś z rodziny? Wtedy byłoby niegrzecznie, nie przyznać, że się do niego. Szkoda, że ludzie w Europie nie wychodzą z takiego samego założenia.

Wróćmy do naszej autostrady. Niby się buduje, niby robotnicy coś tam kopią, niby widać, że jest długa i utwardzona. Niby jest a jej nie ma, bo brakuje mi w tej układance jednej rzeczy... Asfaltu.

Może to i lepiej. Aż strach pomyśleć, że kiedy będzie gotowa, tłumy podróżujących zawitają w to miejsce i z dziewiczego, cudownego zakątka zamieni się ono w oblegane przez turystów Machu Picchu albo inne Tadż Mahal. Może robotnicy też nie chcą do tego zbyt szybko dopuścić?

Brak komentarzy: