czwartek, 28 maja 2009




Przed nami najtrudniejsza część trasy. Niby odcinek niewielki, ale drogi jeszcze gorsze niż do tej pory. Nie ma już nawet podziurawionego asfaltu. Syum gna jak szalony. Boi się deszczu. Teraz ziemia jest sucha i jakoś można przejechać, ale w razie deszczu moglibyśmy ugrząść w błocie na amen i żadna pomoc drogowa nie przyjechałaby po nas. Przy ogromnym szczęściu moglibyśmy trafić na jakiś samochód, ale sądząc po dotychczasowej częstotliwości przejazdu pojazdów czterokołowych po tym odcinku, szanse na to wynoszą jakieś 10%. Nie możemy tak ryzykować. Od ostatniego postoju nie widziałam żadnego auta. No może poza jedną ciężarówą, która do góry kołami leżała gdzieś po drodze. Chyba miała dachowanie. Przy takich drogach o wypadek nie trudno.


Góra, dół, góra, dół, zakręt, dół, ostare hamowanie, dalej dół, góra. Głowa, sufit, auu, guz. Teraz pomału, bo przed nami ogromna kałuża. Uff udało się. Nie zaryliśmy się. Znowu góra, dół, zakręt. Czuję się jak martini James'a Bonda. Wstrząśnięte, ale też trochę zmieszane. A ja wcześniej narzekałam, że tyłek mnie boli. Trasa następnego rajdu Dakar powinna przebiegać przez etiopską część Wielkiej Doliny Ryftowej. To jest dopiero jazda bez trzymanki. A właściwie to jednak z trzymanką, bo inaczej powypadalibyśmy wszyscy przez przednią szybę. Z tyłu dobiegają mnie pojękiwania towaryszy podróży, którzy dzielnie odpierają ataki spadających im na głowę plecaków. To pewnie ta wredna walizka Rysia wypycha je, w zemście, że ją tak niemiło potraktowaliśmy, wciskając gdzieś z tyłu.


Po jakimś czasie droga się poprawia. Jest szeroka i równa. Nie wierzę własnym oczom! No to teraz tylko chwila i będziemy na miejscu.


W Afryce nie można być niczego pewnym. Faktycznie mija chiwila i na szerokości drogi pojawiają się rządkiem ułożone kamienie wielkości głowy. Nie ma szans na ich wyminięcie. Syum jednak nie zdejmuje nogi z gazu. Matko, co on robi! Zaraz nam zafunduje wywrotkę! Ja wysiadam!


Nie zdążyłam chwycić za klamkę kiedy autko gwałtownie skręciło w lewo i znaleźliśmy się na trochę niżej położonej drodze, biegnącej równolegle z "autostradą" którą przed chwilą jechaliśmy. Trzeba dodać, że jej niższe położenie było wprost proporcjonlne do jakości. Z klasy Bussiness przez ekonomiczną powróciliśmy do luku bagażowego.




Brak komentarzy: